Logowanie
Ostatnio wyróżniony
Ostatnio zarejestrowani
- Larrydiz
- JasonBep
- Логин блетьегомать. Вот тут я поставлю своё мегакрутое мать его крео. И мы проверим, пройдёт ли оно вместе со ссылкой samim.webd.pl
- JosephDum
- ikydyfih
Obecnie zalogowany
Artykuły
Prawdziwa opowieść dwa
- Rozmiar czcionki: Większa Mniejsza
- Przeczytano: 447
- Komentarzy: 7
- Drukuj
Byłem w roku 1972 młodym nauczycielem języka niemieckiego w Liceum Ogólnokształcącym w Kamienicy Polskiej, niedaleko Częstochowy. Miałem 26 lat. Zawsze w czasie wakacji szkolnych starałem się wyjeżdżać do dawnej NRD, aby doskonalić język i popracować. Byłem tam uważany za polskiego studenta.
Halle Neustadt – rok 1972. Moja pierwsza praca w Międzynarodowych Brygadach Studenckich pod patronatem Wolnej Młodzieży Niemieckiej ( FDJ). Byliśmy jako studenci zagraniczni z krajów obozu socjalistycznego – zakwaterowani w akademiku, na nowo budującym się osiedlu mieszkaniowym. Pracowaliśmy, ze względu na niedobór sprzętu budowlanego, głównie przy kopaniu rowów. Praca była na akord a wyniki codziennie były rozwieszane na tablicy informacyjnej na budowie i w domu studenckim. Stołowaliśmy się na placu budowy w kantynie. Dojście do placu budowy pieszo zajmowało nam około godziny. Po pracy robiliśmy zakupy w pobliskich sklepach samoobsługowych, gotowaliśmy sobie kolacje, pisaliśmy listy. Oczywiście nie stroniliśmy od zabawy w pobliskiej restauracji - "Biała róża”. Na naszym osiedlu było zawsze wesoło.
Po raz pierwszy zacząłem wówczas pracować jako tłumacz. Cieszyłem się popularnością wśród Czechów, Polaków i Słowaków.
Pamiętam Milenę. Słowaczka - bardzo piękna i młoda dziewczyna. Za piękna – bo niestety nasi opiekunowie z FDJ natychmiast zaczepiali ją i to bez żenady. Prosiła nas Polaków o opiekę, bo chciała być wierna swemu chłopcu na Słowacji. Chodziliśmy z nią wszędzie a ja pomagałem jej grzecznie i elegancko uwalniać się od natrętów. Była nam bardzo wdzięczna za opiekę a jej rodacy wyśmieli tłumacza niemieckiego, który próbował w języku słowackim tłumaczyć niemieckie prelekcje kulturalne. Poprosili, żebym tłumaczył, i mimo że mówiłem do nich po polsku, rozumieli mnie doskonale.
Na weekendy wyjeżdżaliśmy wówczas pod namioty do innych miejscowości. Wyjazdy organizowała FDJ.
Pamiętam jak moją błękitną koszulę – modną wówczas, bo zakupioną w Polsce w sklepie prywatnym – działaczka FDJ chciała zamienić na swoją. Odmówiłem. Powiedziała mi od razu, że jest chora i chciała tę koszulę zdjąć. Nie dałem jej tego zrobić – ale pogłaskałem i przytuliłem dziewczynę. Wyszła rozczarowana z pokoju.. Później dowiedziałem się, że nie o koszulę wyłącznie jej chodziło.
Ot – dałem się nabrać na prastary damski chwyt.
Jerzy
02. 06. 2017
foto

